piątek, 8 lutego 2013

kupiłam kilogram ekologicznej marchewki

a potrzebne mi było tylko kilka do zupy

z reszty zrobiłam dżem
 to jest dżem marchewkowo-pomarańczowy z dodatkiem cytryny


 

 ma piękny kolor i bardzo ciekaw smak
Dokładne proporcje na 2 słoiczki dżemu:

1/2 kg marchewki
2 pomarańcze
1/2 cytryny
1 szklanka cukru

Marchew należy obrać, pokroić w talarki i ugotować w wodzie do miękkości. Trwa to około 1/2 godziny. Odcedzoną marchew można zmiksować, ale jeszcze lepiej przetrzeć przez sitko.
Do przetartej marchewki dodałam:
- sok i skórkę otartą z połówki cytryny,
- miąższ, bez białych włókien, otartą skórkę i sok z dwóch pomarańczy,
- 1 szklankę cukru.
(Jesli chcemy przechować dżem dłużej, cukru powinno być więcej. Ja planuję go zjeść od razu i słoiki trzymam w lodówce, więc spokojnie mogłam zmniejszyc ilość cukru)

Wszystkie składniki przesmażyłam w płaskim rondlu do rozpuszczenia cukru i częściowym odparowaniu soku. Trwało to mniej więcej 40 minut.

Dżem ma świetną konsystencję i jest naprawdę bardzo dobry.

czwartek, 20 grudnia 2012

do barszczu







Pierniki upieczone!



Barszcz ukiszony!

Ale co do barszczu?
 
Mozna zamiast tradycyjnych uszek lub krokietów zrobić wytrawne kruche paluszki. Roboty z nimi niewiele. Mozna zrobic wczesniej i zamrozić.

Zmodyfikowałam trochę stary przepis na paluszki kruche z dodatkiem twarogu :

Paluszki do barszczu
200g sera twarogowego (użyłam ricotty)
2 żóltka
250g maki pszennej (użyłam orkiszowej pełnoziaristej) 
100g masła
1 łyżeczka płaska soli
szczypta pieprzu
białko do posmarowania
dowolne posypki

Ser zmiksować z żółtkami. Mąkę z solą połączyc szybko z zimnym masłem. Wymieszac krótko z masą serową aż utworzy sie kula ciasta i schłodzic w lodówce ok 30 minut.

Rozwałkowac dość cienko ok.4-5 mm najlepiej na papierze do pieczenia, bo ciasto lekko sie  klei.


Pokroić w paski i przenieść na duża blachę.
 
 
 Posmarować roztrzepanym białkiem i posypać dowolnie: sezamem, makiem, kminkiem, grubą solą lub ulubionymi ziołami.

 
Piec w temperaturze  200 st C ok 20 minut, aż sie zrumienią.



środa, 5 grudnia 2012

Pieczenie u M. - II edycja ;)

Dawno nic nie pisałam, chociaż bardzo dużo ostatnio sie dzieje u mnie.

Ale fakt wspólnego pieczenia muszę odnotować.
Spotkanie ciagle odkładane, zresztą z mojej winy, doszło do skutku w listopadową sobotę.

W spotkaniu udział wzieli:

 Iwona
 Marta

 
mąka pszenna z Racic
 
mój  9-letni zakwas
mój 7-letni już Kiciuś

 
Piekłyśmy tradycyjnie chleb razowy na zakwasie,

Chleb bochenkowy na kamieniu pszenny z dodatkiem drożdży (polski tatter).
 
oraz słodkie bułeczki drożdżowe




które zjadłyśmy wspólnie popijając pyszną herbatą.
 
 
Dziekuje dziewczyny za wspólne pieczenie!
 
 
 
 
 




wtorek, 24 lipca 2012

pieczenie z Kasią

i wcale nie chodzi tu o reklamę jakegokolwiek produktu do pieczenia :)))



 Na wspólne pieczenie chleba i czegoś słodkiego umówiłyśmy się z Kasią, która chciała trochę potrenować i sprawdzić swoje umiejętności.



Przygotowałyśmy więc wspólnie i upiekły chleb żytni na zakwasie z zaparką w formie.


równolegle udało nam się zrobić słodkie bułeczki-ślimaczki cynamonowe i jagodzianki.




Kasia, która zgłosiła się poprzez moją strone na wspólne pieczenie, okazała się przemiłą i bardzo otwartą osobą. Świetnie nam sie razem pracowało!! 

Kulinarne warsztaty sa teraz bardzo popularne. Ponieważ ciagle nie udaje mi się znależć odpowiedniego miejsca na takowe w pobliżu Warszawy, postanowiłam urządzać póki co "wspólne pieczenie u M". Miejsca w mojej kuchni wystarczy dla 3-4 osób jednorazowo. Zapraszam!

wtorek, 17 lipca 2012

rowerem w puszczy Białowieszczańskiej



Puszcza Białowieska piekna zimą a jeszcze piękniejsza latem.



Wspaniałe trasy rowerowe.

Kilkanaście odcieni zieleni, cisza i spokój.


Podglądam jak jest zbudowany piec chlebowy (skansen Białowieża)











Kołowrotki też mnie interesują, a jakże..




A na koniec dnia wizyta w mojej ulubionej restauracji Carskiej.

Stolik przy piecu już nie jest tak oczekiwany jak zimą, raczej oblegane są stoliki na zewnątrz, na peronie :)

Mazury rowerem

Lato to czas roweru. Wtedy to porzucam kijki, z którymi od biedy można też chodzić póżną jesienią i przesiadam się na dwa kółka.


Przy dobrej pogodzie potrafimy latem przejechać nawet ponad 1000 km licząc mniej więcej ok 90-100km w jeden weekend.


Czasami tzw dobra pogoda też nie jest niezbedna :)




bo dobrą pogodę trzeba mieć w sobie..



A Mazury są piekne przy kazdej pogodzie






sobota, 16 czerwca 2012

POLSKA BIAŁO-CZERWONI !



Nie byłam, nie jestem i prawdopodobnie nigdy nie będę kibicem piłkarskim. Nie znam się zupełnie na piłce nożne, ale..


udzieliła mi się i bardzo spodobała atmosfera wzajemnej życzliwości, która towarzyszy tym dniom.


Nieznajomi ludzie pozdrawiają się na ulicy, uśmiechają sie do siebie.

Jestem z tych co to lubią się uśmiechać, nawet do nieznajomych, co niestety u nas w Polsce postrzegane jest jako troche dziwaczne.

Dzisiaj przejechałam jednak na rowerze kilkadziesiąt kilometrów do Czerska ubrana w czerwone spodnie i białą koszulkę. Mijałam podobnie ubranych lub całkiem przebranych odmieńców w perukach i śmiesznych kapeluszach. Pozdrawiali mnie młodzi i starsi przechodnie i kibice z samochodów ustrojonych chorągiewkami.

I wszyscy sie do mnie usmiechali. To był piekny dzień.


Polska biało-czerwoni!!!!


wtorek, 5 czerwca 2012

ryby prosto z kutra







Odkąd przestałam jeść mięso, musiałam nauczyć się przyrządzać ryby i owoce morza na różne sposoby. Na początku robiłam to nieco na siłę, aby tylko posiłki były w miarę kompletne we wszystkie składniki. Z czasem zaczęłam znajdować w przyrządzaniu i jedzeniu ryb przyjemność.
Największym problemem oczywiście było i jest znalezienie dobrych, świeżych ryb w Warszawie.
Tu trzeba się nieżle nagimnastykować.
Dokładnie wiem już w którym dniu tygodnia i mniej więcej o której godzinie dostarczane sa ryby do mojego marketu. Oglądam dokładnie opakowania, patrzę na rece i sprawdzam datę wysyłki.
Na przykład moje ulubione dorady przyjeżdżają zawsze w czwartki ok 13-tej i prawie zawsze w towarzystwie świeżych muli. Nauczylam się zaglądać rybom w oczy i bezczelnie każę sobie pokazywać ich skrzela :)

Najlepiej byłoby oczywiście mieszkać nad morzem i kupować ryby prosto z kutra. Wszyscy chyba znają to miejsce w Unieściu. Również w tym roku wróciłam stamtąd z pełną ryb turystyczną lodówką.









Przepisy na przygotowanie ryb w moim wykonaniu to raczej próby odtworzenia czegoś pysznego co akurat udało mi się skosztować np. w restauracji. Ostatnio jadłam halibuta w sosie pomidorowym w włoskiej restauracji w Konstancinie. Rozpływał się w ustach.
Upolowałam halibuta w zeszłym tygodniu i tak powstało to danie.


·        1 duży filet z halibuta

·        1 puszka pomidorów

·        1 cebula

·        oliwa

·        przyprawy (cytryna, czosnek, sól, pieprz, bazylia, oregano)

Rybę natrzeć marynatą zrobioną z soku z ½ cytryny, zmiażdżonego ząbka czosnku, soli i pieprzu, przykryć i odstawić do lodówki na kilka godzin.

Przygotować sos pomidorowy: cebule drobno pokrojoną zeszklić na oliwie, dodać sól, pieprz, odrobinę cukru oraz zioła. Poddusić ok ½ godziny, aby nadmiar płynu odparował. Sos powinien być aromatyczny i dobrze przyprawiony, aby kontrastował z delikatnym smakiem ryby.

Wyłożyć sos na dno żaroodpornego naczynia, na sosie ułożyć rybę. Przykryć od góry folią aluminiowa. Zapiekać z folią ok 15 minut w temp 200°C, folię odkryć i dopiec jeszcze przez ok 10 minut (czas pieczenia zależy od grubości ryby).
Proste i bardzo smaczne.