Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 lutego 2013

kupiłam kilogram ekologicznej marchewki

a potrzebne mi było tylko kilka do zupy

z reszty zrobiłam dżem
 to jest dżem marchewkowo-pomarańczowy z dodatkiem cytryny


 

 ma piękny kolor i bardzo ciekaw smak
Dokładne proporcje na 2 słoiczki dżemu:

1/2 kg marchewki
2 pomarańcze
1/2 cytryny
1 szklanka cukru

Marchew należy obrać, pokroić w talarki i ugotować w wodzie do miękkości. Trwa to około 1/2 godziny. Odcedzoną marchew można zmiksować, ale jeszcze lepiej przetrzeć przez sitko.
Do przetartej marchewki dodałam:
- sok i skórkę otartą z połówki cytryny,
- miąższ, bez białych włókien, otartą skórkę i sok z dwóch pomarańczy,
- 1 szklankę cukru.
(Jesli chcemy przechować dżem dłużej, cukru powinno być więcej. Ja planuję go zjeść od razu i słoiki trzymam w lodówce, więc spokojnie mogłam zmniejszyc ilość cukru)

Wszystkie składniki przesmażyłam w płaskim rondlu do rozpuszczenia cukru i częściowym odparowaniu soku. Trwało to mniej więcej 40 minut.

Dżem ma świetną konsystencję i jest naprawdę bardzo dobry.

wtorek, 31 stycznia 2012

Madagaskar, wanilia i inne..

L. wrócił z kolejnej podróży.

W domu pachnie cynamonem, wanilią i innymi przyprawami. Jest mnóstwo zdjęć do oglądania i opowieści do wysłuchania.

A oto okołokulinarne zdjęcia zrobione specjalnie dla mnie: 















Takiej ilości pięknej, mięsistej i intensywnie pachnącej wanilii jeszcze nie miałam w domu.

Chociaż podzieliłam sie nią już z wieloma osobami,  to zostało jeszcze sporo do zagospodarowania.  Zrobię więc własny cukier waniliowy i esencję.


Aromat waniliowy pasuje praktycznie do większości słodkich wypieków. Dlatego samodzielnie zrobiona esencja waniliowa bardzo się przydaje.

Esencję waniliową można zrobić we własnym zakresie na bazie spirytusu, wódki, lub rumu.  Spirytus dobrze jest jednak lekko rozcieńczyć wodą, bo użyty solo często ścina zalane laski, a nie wydobywa aromatu. Tak się dzieje też przy robieniu innych np. owocowych nalewek.

Potrzebna jest szczelnie zamknieta, najlepiej ciemna butelka. Jesli użyjemy jasnej, to powinna być przechowywana w ciemnej szafce, bez dostępu światła.  

Na 100 ml wódki wystarczy 1-2 laski wanilii, przekrojonych wzdłuż  lub pokrojonych na mniejsze kawałki. Ziarna najlepiej wyłuskać i wrzucić do butelki osobno.



Esencja im dłużej poleży, tym jest bardziej aromatyczna.
Po mniej więcej 1 tygodniu ekstrakt zaczyna ciemnieć, pełny aromat zyskuje po 2-3 miesiącach.





poniedziałek, 24 października 2011

Pigwa i pigwówka


Owoce pigwy pojawiają się właśnie teraz na targu, a niektórzy szczęśliwcy mają ja w ogrodach. Chociaż najczęściej są to owoce pigwowca.


Pigwa to duży owoc w kształcie gruszki lub dużego jabłka.


Owoce pigwowca są małe, okrągłe i bardzo, bardzo twarde. Za to według mnie dużo bardziej aromatyczne od owoców pigwy.


Robiłam już nalewkę z pigwy i pigwowca, z tej pierwszej jest trochę bardziej cytrynowa w smaku i mniej bursztynowa w kolorze.

Drzewa pigwy są duże, rosną wolno, owocują, dopiero po kilku latach. Pigwowiec zaś jest niewielkim krzewem kolczastym o pięknych ceglastoczerwonych kwiatach. Owoce dojrzewają w październiku.




Nalewki z pigwy robię już od kilku lat, mam w piwnicy jeszcze butelki z 2004 roku i z każdym rokiem są lepsze. Podobno zalety takiej nalewki w pełni można docenić po 20 latach składowania.. Na recenzję z pierwszej ręki musicie więc jeszcze trochę poczekać.

Jak robie pigwówkę?
Jest kilka szkół i wypróbowałam pewnie już wszystkie.

Jedna mówi o tym, żeby zalewać pokrojone owoce alkoholem, odstawiać a dopiero po pewnym czasie łączyć z syropem zrobionym z wody i cukru.

Zwolennicy innej metody zasypują drobno pokrojone owoce cukrem i po uzyskaniu odpowiedniej ilości soku łączą go z alkoholem.

Trzecia metoda to: pozbawione pestek owoce pokroić, zalać l wódką, zamknąć i odstawić na półtora miesiąca w ciepłym miejscu. Następnie płyn zlać do butelki, a owoce zasypać cukrem, odstawić, aby rozpuścił się cukier. Uzyskany syrop połączyć z nalewką.



W zeszłym roku zrobiłam wersję z brandy oraz przyprawami (kardamon, cynamon, gożdziki). Jeszcze jej nie próbowaliśmy, ale wygląda przepięknie.
Aby osiągnąć właściwe „procenty” na ok. pół litra otrzymanego soku z pigwy daję pół litra wódki i dodatkowo 100ml spirytusu. Ale oczywiście moc nalewki trzeba robić wg upodobań.
Ilość cukru też trzeba wypróbować, w zależności od tego czy ma być to bardziej damska czy bardziej wytrawna nalewka. Ja robie mocniejszą, bo moja jest lekarstwem na chrypkę, kaszel i złe zimowe nastroje. Jeden kieliszek bursztynowej, aromatycznej i bardzo mocnej nalewki zimą to lekarstwo na przemarznięcie i nie tylko..




W tym roku zrobiłam również dżem z owoców pigwy i gruszek.

Obrane, wypestkowane owoce pigwy zalać odrobiną wody, gotować do miękkości a potem zmiksować. Połączyć z dojrzałymi gruszkami i chwilę przesmażyć, tak aby czastki gruszek lekko się rozpadły. Proporcje zależnie od upodobań. Taki dżem nie potrzebuje dodatku cukru, jeśli użyjemy gruszek bardzo dojrzałych. Pigwa zaś zawiera duże ilości pektyn, tak że dżem jest bardzo gęsty. Gorący nałożyć do wyparzonych słoików i koniecznie zapasteryzować!

czwartek, 1 września 2011

pomidory



Zanim powiemy im addio pomidory delektujmy się ich smakiem na świeżo w sałatkach, sosach i zupach.



Najprostsza zupa pomidorowa ze świeżych pomidorów


• 1 kg dojrzałych, mięsistych pomidorów (najbardziej lubię malinowe)
• 2 średnie cebule
• 1 liść laurowy
• 2-3 zgniecione ziarenka ziela angielskiego
• pieprz, sól i cukier do smaku
• mleko lub śmietana do zabielenia zupy



Pomidory sparzyć, obrać ze skóry i pokroić na kawałki.
Drobno pokrojoną cebulę zeszklić na odrobinie masła lub oleju, dodać pomidory i przyprawy.
Dusić na wolnym ogniu, aż pomidory się rozpadną.
Wyjąć liśc laurowy i całość zmiksować.
Dodać odrobine mleka lub lepiej kilka łyżek gęstej śmietany.
Doprawić solą, pieprzem i koniecznie cukrem.


Zupa powinna być gęsta i aromatyczna. Podawana z ryżem (u mnie w wersji brązowej) to najlepsza zupa na świecie.

Żeby przypomnieć sobie jej smak w zimie trzeba koniecznie teraz, kiedy pomidory są najlepsze, zamknąć je w słoikach.



Ważne! Gesty przecier pomidorowy na zimę nie powinien zawierać pestek, które sprawiają ze przetwory są gorzkie po otwarciu.
Dlatego warto zadać sobie trud i przetrzeć pomidory przed zasłoikowaniem ich na zimę.
Jeśli zaś chcemy przechować pomidory w całości, należy je także po obraniu ze skóry wydrążyć, usuwając twardy rdzeń i przylegające do niego gniazda nasienne. Najlepiej do tego celu nadają się pomidory typu lima, które mają dużo miąższu i dość mało pestek.


Słoiki z pomidorami, tak jak z innymi przetworami, trzeba oczywiscie zapasteryzować i po dobrym zamknieciu odstawić w chłodne miejsce.

Moje słoiczki tylko do zdjęcia dostały te ozdobne czapeczki, bo w piwnicy stoją oczywiście bez. To ważne, aby sprawdzać czy wieczko słoika jest ciągle lekko wklęsłe i nic tam się złego nie dzieje.

środa, 19 stycznia 2011

kiszenie barszczu



W zimie, w naszym klimacie dużo korzystniejsze dla naszego organizmu jest jedzenie kiszonych ogórków, kapusty lub wypicie szklanki samodzielnie zrobionego zakwasu z buraków niż soku z wątpliwej jakości, nafaszerowanych srodkami konserwującymi, dojrzewających bez odrobiny słońca, cytrusów.



Ukiszenie buraków jest proste i niekłopotliwe. Jeśli robimy to systematycznie to następne zakwaszenie przebiega dużo szybciej. Wystarczy do świeżej porcji dodać kilka łyżek starego zakwasu.
Ja robie go zawsze na tzw. zakładkę:)



Potrzebny nam będzie duży słój ok. 2 litrowy, 1 kg buraków, kilka ząbków czosnku i ewentualnie, ( ale niekoniecznie) skórka dobrego chleba na zakwasie.
Buraki szorujemy pod bieżącą wodą, obieramy i kroimy na plasterki. Wkładamy do wyparzonego słoja z 2-3 ząbkami czosnku. Zalewamy 2 litrami przegotowanej, letniej wody. Aby przyspieszyć zakwaszenie, możemy dodać kawałek chleba na zakwasie, który po ok. 3 dniach powinno się usunąć. Słój lekko przykrywamy gazą, podziurkowanym papierem lub folia spożywczą i zostawiamy w kuchni w temperaturze pokojowej.





Zależnie od temperatury pomieszczenia zakwaszanie trwa 5 do 6 dni. Wtedy buraki należy odcedzić a piękny w kolorze płyn przelać do butelek i przechowywać w lodówce. Pić na zimno lub ciepło, dodając ewentualnie przyprawy (sól, kminek, zmielone goździki, odrobinę cukru). Podgrzewać tylko odrobinę, nie dopuszczając w żadnym wypadku do zagotowania przede wszystkim ze względu na utratę wartości oraz koloru!




Odcedzonych buraków nigdy nie wyrzucam, ale robię z nich barszcz tzw. szybkościowy.

W tym celu pozostawione buraki zalewam w garnku jeszcze raz tym razem wrzącą wodą, tak żeby je przykryła i dorzucam:

2-3 suszone pokruszone grzyby
8-10 ziarenek czarnego pieprzu
1 lyzeczkę kminku
1/2 łyżeczki soli
1 łyżkę cukru
2-3 goździki
2-3 ząbki czosnku
5 ziarenek ziela angielskiego
1 liść laurowy drobno pokruszony

Przykrywam, pozostawiam na kilka godzin (najlepiej na noc) a potem krótko zagotowuję - tylko raz doprowadzając do wrzenia.
Odcedzam (tym razem definitywnie rozstaję się z burakami) a otrzymany ciepły barszcz doprawiam jeszcze, jeśli to konieczne, solą lub pieprzem.
Jeśli mało kwaśny można dodać odrobinę soku z cytryny lub dopiero, co ukiszonego barszczu, który mamy przecież w lodówce.


niedziela, 16 stycznia 2011

kiszona kapusta domowym sposobem



Należy dbać o zachowanie właściwej flory bakteryjnej, a w tym pomaga jedzenie różnego rodzaju kiszonek oraz pokarmów bakteriobójczych takich jak np. czosnek i chrzan. A kiszonki to zakwas z buraków, ogórki oraz kapusta kwaszona.



Od pewnego czasu nie kupuję już gotowej kapusty kiszonej, bo odrzuca mnie sposób jej przechowywania i sprzedawania, a mianowicie w plastikowych beczkach i kubełkach. Jeśli nawet znajdę na bazarze kogoś sprzedającego kapustę z drewnianej beczki, to zwykle ta jest wyłożona w środku (tfu!) folią, żeby nie przeciekała. Czyli zabieg z beczką jest tylko marketingowy, żeby się kapusta lepiej sprzedawała… Nikt już nie kisi kapusty w drewnianych, dobrze spasowanych beczkach, które jeśli już przeciekały uszczelniano raczej parafiną niż folią.

KAPUSTA KISZONA
1 kg drobno poszatkowanej kapusty
15-20 g soli kamiennej
1-2 drobno starte marchewki
2-3 g kminku (opcjonalnie)



Kapusta do kiszenia w domu powinna pochodzić ze sprawdzonego źródła, czyli zaprzyjaźnionego pola lub z eko-uprawy. Ważne, aby w minimalnym stopniu była nawożona nawozami sztucznymi.
Wybieram białe, zwarte główki kapusty z odmian późnych, które dają się przechowywać na zimę.



Sól nie powinna być jodowana, najlepsza jest sól kamienna do przetworów. Dodawanie soli do kapusty hamuje rozwój szkodliwych bakterii i wpływa na rozwój bakterii kwasu mlekowego.


Garnek kamionkowy, w których zamierzam kisić kapustę dokładnie wyparzam i osuszam.
Kapustę czyszczę z wierzchnich liści i szatkuję dość cienko zazwyczaj za pomocą dużego, ostrego noża.
Oczyszczoną marchew szatkuję na cienkie paseczki. Tu świetnie sprawdza się pomarańczowa tarka pewnej firmy na B.., która idealnie kroi warzywa na długie, cienkie nitki.

Sól sypie warstwami - powinna być ona rozmieszczona w kapuście równomiernie, w przeciwnym razie kapusta nie będzie dobrze ukiszona. Kapustę trzeba dobrze ubić, tak, aby wydzielił się sok. Sok chroni przed dostępem powietrza a co za tym idzie przed zepsuciem.
Dobrze ubitą kapustę przykrywam talerzykiem (u mnie sprawdza się odwrócona przykrywka od glinianego garnka z Puńska, który wreszcie znalazł godne zastosowanie :) i obciążyć np.kamieniem.

Naczynie z kapustą przez 2-3 dni zostawiam w kuchni temperaturze pokojowej. Następnie przenoszę ją jeszcze na kilka dni do piwnicy, gdzie temperatura nie przekracza 12°C. W tym czasie na powierzchni powstanie piana, co będzie oznaką, że fermentacja już się zaczęła. Dobrze jest wtedy kapustę „przebić”, czyli po prostu w kilku miejscach ponakłuwać, dzięki czemu odprowadzimy gaz. Ukiszoną przechowujemy po prostu w lodówce.

Należy zwracać uwagę, aby zarówno w czasie kiszenia jak i później, w trakcie przechowywania powierzchnia kapusty była zawsze pokryta sokiem, w przeciwnym razie łatwo pleśnieje czy gnije.

sobota, 19 czerwca 2010

dżem truskawkowy z płatkami róż



Dżemy robię metodą tradycyjną. Nie używam środków żelujących lub cukru żelującego, a smażenie ich trwa trochę dłużej niż kilka minut.
Wychodzę z założenia, że dżemu używa się niewiele i raczej ze względów smakowych niż odżywczych, więc teoria o zachowaniu witaminy C w owocach jakoś mnie nie przekonuje. Za to dużo bardziej ewentualna szkodliwość konserwantów dodawanych do tych środków. Nie dla mnie krótko (kilka minut) smażone owoce z małą ilością cukru, które się potem nie psują, całkiem wbrew naturze.
Jeśli zaś dodaję mniej cukru – to dżem po prostu pasteryzuję.




Dżem truskawkowy niestety szybko zaczyna ciemnieć, więc próbuję różnych zabiegów, żeby to zmienić. Trochę pomaga dodanie soku z cytryny lub połączenie truskawek z wiśniami. Owoce te, co prawda w naturze występują w różnych terminach, więc trzeba się posłużyć albo zeszłorocznymi wiśniami, albo przedłużyć życie tegorocznym truskawkom (np. zamrozić).



Ostatnio dodaję do dżemu truskawkowego utarte płatki dzikiej róży, które poprawiają nie tylko kolor, ale i dają wspaniały zapach.
Jest oczywiście trochę zawracania głowy z tymi płatkami, bo najlepiej zbierać je w czystych ekologicznie miejscach (nie przy drogach, gdzie rośnie masowo), najlepiej o świcie po deszczu. To teoria. W praktyce najważniejsze jest, aby płatki nie były zakurzone i by pozbawić je przed użyciem gorzkich białych końcówek, ciachając nożyczkami każdy.
Na 1 kilogram truskawek potrzeba ich jednak niewiele. Ja dodaję naprawdę małą garść, żeby smak ich nie był zbyt dominujący i nie zabił smaku i zapachu truskawek.




Składniki:
- 1 kg dojrzałych truskawek,
- 200g do nawet 500 g cukru ( w zależności jaki dżem lubimy),
- sok z cytryny do smaku,
- garść płatków dzikiej róży utartych z kilkoma łyżkami cukru.

Truskawki myjemy, odszypułkowujemy, wkładamy do płaskiego garnka, w którym będą się smażyć. Zgniatamy, żeby szybciej puściły sok, dodajemy cukier i gotujemy najpierw na dość ostrym ogniu kilka minut. Odszumowujemy, czyli dokładnie zbieramy z wierzchu pianę, która utworzyła się podczas gotowania. Mimo różnych opinii na temat szumowania, robię to do dzisiaj, tak jak robiła to moja babcia.
Sprawdzamy smak i ewentualnie dosypujemy cukru i dodajemy trochę soku z cytryny oraz utarte na miazgę płatki róż.




Smażenie dżemu kontynuujemy na średnim ogniu, często mieszając, bo lubi się przypalać. Smażenie dobrze jest podzielić na co najmniej 3 etapy, np. przez 3 dni, bo dopiero po zupełnym wystygnięciu widać czy konsystencja dżemu jest odpowiednia.
Zdejmujemy z ognia. Gotowy i gorący dżem przekładamy do czystych słoików. Słoiki najlepiej wygotować lub wyprażyć w gorącym piekarniku. Nakrętki tez powinni być czyste, wyparzone (w wodzie!) i przetarte wewnątrz spirytusem.

Gorące słoiki mocno zakręcamy, stawiamy do góry dnem do zassania się i poddajemy suchej (pod kocyk), bądż mokrej ( w garnku z wodą) pasteryzacji.
Nie pasteryzuję tylko przetworów z dużą ilością cukru, typu konfitury 1 kg owoców na 1 kg cukru lub więcej.
Ale praktycznie już tak słodkich przetworów nie robię, więc właściwie pasteryzuję wszystko.


sobota, 3 października 2009

śliwki




śliwka - piękny owoc jesienny

Nie ma nic lepszego od dojrzałej śliwki węgierki o skórce brązowo-granatowej i miąższu żółto-pomarańczowym.
Taka naprawdę dojrzała, nadająca się na przetwory musi mieć już skórkę lekko pomarszczoną.
Nie bez znaczenia jest fakt, że miąższ sliwki-węgierki łatwo oddziela się od pestki. Wydrylowanie więc kilku kilogramów śliwek to pestka..

Mam więc już śliwki suszone w dużych ilosciach oraz powidła śliwkowe samosierobiące wg tego przepisu.

Ale w sezonie oczywiście nie może się obejść bez pysznego ciasta drożdżowego ze śliwkami.

Dzisiaj były zaś bułeczki drożdżowe ze śliwką w środku.



Ciasto:
500g mąki
250ml mleka
2 jajka
14g drożdży świeżych (7g instant) – przy dłuższym zimnym wyrastaniu, np. przez noc w lodówce, można ilość drożdży znacznie zmniejszyć
40g masła
40g cukru (cukru można dać więcej, jeśli ktoś lubi)
szczypta soli
śliwki węgierki pozbawione pestek



Drożdże rozpuścić w odrobinie mleka ze szczyptą cukru, wymieszać, odstawić aż ruszą.
Resztę mleka połączyć z pozostalymi składnikami oraz zaczynem drożdżowym, wyrabiać około 10 minut, aż powstanie lśniące, elastyczne, jednolite ciasto.
Włożyć do miski wysmarowanej masłem, przewrócić tak, aby wierzch był pokryty masłem, pozostawić w ciepłym miejscu, aż podwoi objętość.

Zostawiłam ciasto szczelnie okryte folią na noc w lodówce. Rano wyjęłam i po pól godzinie formowałam bulki.

Piekarnik rozgrzać do ok 210°C.

Podzielić ciasto na ok. 12 do 24 części. Z każdego kawałka uformować placuszek, w środek włożyć wydrylowaną śliwkę, a brzegi szczelnie zawinąć. Odstawić do wyrośnięcia.

Ilosć buleczek zależy oczywiscie od tego czy chcemy mieć więcej ciasta czy owoców w ciescie. Ja robilam calkiem malutkie, takie do zjedzenia na dwa kęsy.
Sa dwa sposoby formowania takich buleczek. Albo robimy z ciasta walek i kroimy go na dosc grube plastry, ktore potem rozplaszczamy. Lub też dzielimy ciasto na 2 czesci, a te z kolei znowu na pól, itd, itd. aż otrzymamy kawalki ciasta mniej wiecej o takiej samej wadze.

Przed włożeniem do piekarnika można posmarować roztrzepanym jajkiem. Piec do zrumienienia.

piątek, 7 sierpnia 2009

mirabelkowo-morelowy dżem

z nutą pomarańczy




Bardzo lubię zapach i kolor przetworów z mirabelek. Wymyśliłam sobie na próbę kompozycję z takich składników:
0,5 kg mirabelek
1 kg moreli
1 pomarańcza (wyszorowana, sparzona wrzątkiem, a potem zamrożona w całości)
ok. 300g cukru

Mirabelki poddusić z 2 łyżkami wody. Otrzymaną pulpę przetrzeć przez sito, pozbywając się pestek i skóry.
Z wypestkowanymi morelami zrobiłam to samo, bo chciałam otrzymać, gładki dżem, bez skórek.

Dodać cukier i gotować ok. 0,5 godziny, energicznie mieszając. Niestety morele szczególnie mają tendencje do przypalania się, więc nie należy spuszczać ich z oka!

Dobrze zmrożoną pomarańczę zetrzeć na drobnej tarce i dodać do dżemu. Gotować jeszcze około pól godziny, moze troche dluzej, ciagle mieszając.

Sprawdzic gęstość dzemu spuszczając kroplę na zimny talerzyk. Jeśli ładnie zastyga i nie rozlewa się można przekładać do goracych, wyparzonych słoików. Z tej ilości owoców wyszły mi 4 małe słoiki.




Piękny kolor, kwaskowaty smak z nutą pomarańczy..
Z pewnością do powtórzenia!