Lato to czas roweru. Wtedy to porzucam kijki, z którymi od biedy można też chodzić póżną jesienią i przesiadam się na dwa kółka.
Przy dobrej pogodzie potrafimy latem przejechać nawet ponad 1000 km licząc mniej więcej ok 90-100km w jeden weekend.
Czasami tzw dobra pogoda też nie jest niezbedna :)
bo dobrą pogodę trzeba mieć w sobie..
A Mazury są piekne przy kazdej pogodzie
wtorek, 17 lipca 2012
sobota, 16 czerwca 2012
POLSKA BIAŁO-CZERWONI !
Nie byłam, nie jestem i prawdopodobnie nigdy nie będę kibicem piłkarskim. Nie znam się zupełnie na piłce nożne, ale..
udzieliła mi się i bardzo spodobała atmosfera wzajemnej życzliwości, która towarzyszy tym dniom.
Nieznajomi ludzie pozdrawiają się na ulicy, uśmiechają sie do siebie.
Jestem z tych co to lubią się uśmiechać, nawet do nieznajomych, co niestety u nas w Polsce postrzegane jest jako troche dziwaczne.
Dzisiaj przejechałam jednak na rowerze kilkadziesiąt kilometrów do Czerska ubrana w czerwone spodnie i białą koszulkę. Mijałam podobnie ubranych lub całkiem przebranych odmieńców w perukach i śmiesznych kapeluszach. Pozdrawiali mnie młodzi i starsi przechodnie i kibice z samochodów ustrojonych chorągiewkami.
I wszyscy sie do mnie usmiechali. To był piekny dzień.
Polska biało-czerwoni!!!!
wtorek, 5 czerwca 2012
ryby prosto z kutra
Odkąd przestałam jeść mięso, musiałam nauczyć się przyrządzać
ryby i owoce morza na różne sposoby. Na początku robiłam to nieco na siłę, aby
tylko posiłki były w miarę kompletne we wszystkie składniki. Z czasem zaczęłam znajdować
w przyrządzaniu i jedzeniu ryb przyjemność.
Największym problemem oczywiście było i jest znalezienie
dobrych, świeżych ryb w Warszawie. Tu trzeba się nieżle nagimnastykować.
Dokładnie wiem już w którym dniu tygodnia i mniej więcej o której godzinie dostarczane sa ryby do mojego marketu. Oglądam dokładnie opakowania, patrzę na rece i sprawdzam datę wysyłki.
Na przykład moje ulubione dorady przyjeżdżają zawsze w czwartki ok 13-tej i prawie zawsze w towarzystwie świeżych muli. Nauczylam się zaglądać rybom w oczy i bezczelnie każę sobie pokazywać ich skrzela :)
Najlepiej byłoby oczywiście mieszkać nad morzem i kupować ryby
prosto z kutra. Wszyscy chyba znają to miejsce w Unieściu. Również w tym roku wróciłam
stamtąd z pełną ryb turystyczną lodówką.
Przepisy na przygotowanie ryb w moim wykonaniu to raczej próby
odtworzenia czegoś pysznego co akurat udało mi się skosztować np. w restauracji. Ostatnio
jadłam halibuta w sosie pomidorowym w włoskiej restauracji w Konstancinie.
Rozpływał się w ustach.
Upolowałam halibuta w zeszłym tygodniu i tak powstało to
danie.
·
1 duży filet z halibuta
·
1 puszka pomidorów
·
1 cebula
·
oliwa
·
przyprawy (cytryna, czosnek, sól, pieprz,
bazylia, oregano)
Rybę natrzeć marynatą zrobioną z soku z ½ cytryny,
zmiażdżonego ząbka czosnku, soli i pieprzu, przykryć i odstawić do lodówki na
kilka godzin.
Przygotować sos pomidorowy: cebule drobno pokrojoną zeszklić
na oliwie, dodać sól, pieprz, odrobinę cukru oraz zioła. Poddusić ok ½ godziny,
aby nadmiar płynu odparował. Sos powinien być aromatyczny i dobrze przyprawiony,
aby kontrastował z delikatnym smakiem ryby.
Wyłożyć sos na dno żaroodpornego naczynia, na sosie ułożyć
rybę. Przykryć od góry folią aluminiowa. Zapiekać z folią ok 15 minut w temp
200°C,
folię odkryć i dopiec jeszcze przez ok 10 minut (czas pieczenia zależy od
grubości ryby).
Proste i bardzo smaczne.
Etykiety:
relacje z podróży,
ryby i owoce morza,
szybkie dania
środa, 4 kwietnia 2012
wielkanocny chlebek do żurku
Zwykle przed świętami dostaję co najmniej jeden list jak zrobić okrągły mały chlebek do podania w nim np. żurku na świąteczny stół.
Gotowy chleb trzeba w odpowiedni sposób przygotować. Odkroić z góry czapeczkę, wydrążyć miąższ a wnętrze chleba wysmarować masłem. Całość włożyć do gorącego piekarnika i zapiekać przez ok. 10 minut. Tak zaimpregnowany chleb może służyć, jako szczelne naczynie do podawania każdej zupy.
Jeśli jednak upieracie się, aby zrobić chleb samodzielnie, przygotowałam odpowiedni przepis na chleb drożdżowo-zakwasowy.
Wydrążony miąższ należy koniecznie zagospodarować, a mianowicie rozłożyć na blasze i wstawić do wygasającego piekarnika po pieczeniu chleba i dobrze obsuszyć przez 1-2 godziny.
Temperatura nie wyższa niż 60-70 C. Wysuszony zemleć w blenderze i używać jak bulkę tartą.
I jeszcze jedno pytanie: jak zrobić żurek z zakwasu żytniego?
Do 1-2 łyżek zakwasu żytniego, którego używamy do chleba, należy dodać ok. pół szklanki mąki żytniej razowej lub oczyszczonej typ 720 i około 2 szklanek letniej wody.
Dobrze rozmieszać i pozostawić w ciepłym miejscu w lekko zakręconym słoiku.
Raz dziennie mieszaninę trzeba wymieszać potrząsając słoikiem.
Żurek powinien być już po 1 tygodniu gotowy. Wystarczy spróbowac czy jest wystarczająco kwaśny.
piątek, 24 lutego 2012
300 drożdżówek i warsztaty chlebowe
W ramach warsztatów piekarskich które poprowadziłam w Krasnymstawie upiekłam wraz z dziewczynami kilkaset drożdżowek! Dla mnie ilość dotąd niewyobrażalna. Wreszcie mogłam poszaleć!
Oprócz słodkości uczyłyśmy sie również pieczenia bułek typu śniadaniowego. Wybrałam łatwy przepis z mojej ksiązki na bułeczki z ziemniakami. To taka uszlachetniona wersja pszennego chleba ziemniaczanego.
Jesli ktos jeszcze nie zna tych bułeczek, polecam!
Bułki z dodatkiem ziemniaków
mięciutkie bułeczki śniadaniowe - są tak pyszne, że najlepiej je zrobić od razu z podwójnej ilości
proporcje na 8 szt.
wyrastanie rozczynu drożdżowego – 10 minut
wyrabianie ciasta – 10-15 minut
1.wyrastanie ciasta – 1,5 godziny
2. wyrastanie uformowanych bułek – 30 minut
pieczenie – 12-15 minut
Składniki:
150g ugotowanych ziemniaków
6g drożdży świeżych (płaska łyżeczka drożdży instant)
10g rozpuszczonego i ostudzonego masła
100g letniego mleka
1 jajko
300g mąki pszennej typ 550 lub 650 o dużej zawartości białka
1 łyżeczka soli
szczypta cukru
na glazurę: 1 ubite i wymieszane z 1 łyżką mleka jajko,
do posypania: mak, sezam lub płatki owsiane
Ziemniaki obrać, ugotować do miękkości. Jeszcze gorące utłuc lub przepuścić przez praskę dodając masło i mleko (zostawiając 1-2 łyżki mleka do rozrobienia zaczynu drożdżowego, jeśli używamy drożdży świeżych). Wymieszać na gładkie puree.
Jeśli chcemy użyć zimnych ziemniaków, które nam pozostały np. z poprzedniego dnia, należy mleko i masło podgrzać i zmiksować z ziemniakami na gładką masę.
Mąkę przesiać, zrobić w niej zagłębienie, wkruszyć drożdże dodając szczyptę cukru i 1-2 łyżki w tym celu pozostawionego mleka, podsypać mąką z brzegów i odstawić do wyrośnięcia na 5-10 minut.
Jajko dokładnie ubić z solą, dodać do mieszaniny ziemniaczanej i połączyć z mąką wymieszaną z drożdżami. Wyrabiać 10-15 minut, aby uzyskać elastyczne ciasto podsypując w razie potrzeby mąką lub dolewając mleka. Odstawić szczelnie przykryte w wysmarowanej masłem lub olejem misce do wyrośnięcia na 1,5 godziny, tak aby podwoiło swoja objętość.
Ciasto wyjąc na stolnicę, pozbawić nadmiaru gazów uderzając w jego powierzchnię. Podzielić kilkakrotnie na pół, aby otrzymać mniej więcej 8 równych kawałków ciasta. Z każdego formować najpierw okrągły placuszek, a potem bułeczkę podwijając jego końce pod spód i mocno zlepiając. Kłaść na blasze wyłożonej papierem do pieczenia zlepieniem do dołu. Przykryć ściereczką i odstawić ponownie do wyrośnięcia na 20-30 minut.
Wyrośnięte bułeczki posmarować glazurą z jajka i mleka, posypać dowolną posypką.
Piekarnik nagrzać do temperatury 200⁰C. Piec w gorącym piekarniku 15-20 minut do uzyskania złotego koloru.
Etykiety:
bułki,
ciasta,
ciastka,
dookoła chleba,
wydarzenia
wtorek, 31 stycznia 2012
Madagaskar, wanilia i inne..
L. wrócił z kolejnej podróży.
W domu pachnie cynamonem, wanilią i innymi przyprawami. Jest mnóstwo zdjęć do oglądania i opowieści do wysłuchania.
A oto okołokulinarne zdjęcia zrobione specjalnie dla mnie:
Takiej ilości pięknej, mięsistej i intensywnie pachnącej wanilii jeszcze nie miałam w domu.
Chociaż podzieliłam sie nią już z wieloma osobami, to zostało jeszcze sporo do zagospodarowania. Zrobię więc własny cukier waniliowy i esencję.
Aromat waniliowy pasuje praktycznie do większości słodkich wypieków. Dlatego samodzielnie zrobiona esencja waniliowa bardzo się przydaje.
Esencję waniliową można zrobić we własnym zakresie na bazie spirytusu, wódki, lub rumu. Spirytus dobrze jest jednak lekko rozcieńczyć wodą, bo użyty solo często ścina zalane laski, a nie wydobywa aromatu. Tak się dzieje też przy robieniu innych np. owocowych nalewek.
Potrzebna jest szczelnie zamknieta, najlepiej ciemna butelka. Jesli użyjemy jasnej, to powinna być przechowywana w ciemnej szafce, bez dostępu światła.
Na 100 ml wódki wystarczy 1-2 laski wanilii, przekrojonych wzdłuż lub pokrojonych na mniejsze kawałki. Ziarna najlepiej wyłuskać i wrzucić do butelki osobno.
Esencja im dłużej poleży, tym jest bardziej aromatyczna.
Po mniej więcej 1 tygodniu ekstrakt zaczyna ciemnieć, pełny aromat zyskuje po 2-3 miesiącach.
wtorek, 17 stycznia 2012
domowe masło
podpatrzone w programie Jamie'go Oliver'a
Już dawno przestało mi smakować masło sprzedawane w sklepach. Zresztą używam go tak mało, że zwykle połowa kupionej kostki lądowała w śmieciach.
Odkąd robię je sama, zawsze małą ilość, zjadane jest do ostatniego okruszka.
Takie samodzielnie zrobione masło ma smak i zapach, którego dawno już nie mają te sklepowe.
Spróbujcie sami!
Zrobienie masła w domu jest bardzo proste. Wystarczy dobra tłusta śmietana, min. 30% i najlepiej mikser. Ubijanie ręczne też jest możliwe, tyle ze trwa troche dłużej.
Jesli kiedykolwiek ubijaliście śmietanę do deseru byc może przydarzyło się Wam już prawie, prawie... zrobienie masła. Wystarczy ubijać śmietanę zbyt energicznie (na bardzo wysokich obrotach) lub za długo.
W ten sposób tłuszcz oddziela sie w postaci grudek od płynnej serwatki i po odsączeniu tej ostatniej na sicie mamy juz piękne masło.
Takie masło na kromce samodzielnie upieczonego razowego chleba to poezja..
To jeszcze uzupełnię:
Kupuje smietanę zwykle 30%. Ta bardziej tłusta, 36% procentowa to zazwyczaj śmietanka do deserów i jest lekko słodzona, więc do masła sie raczej nie nadaje. Trzeba czytac etykiety. Ja sprawdzam po prostu, żeby miała jak najmniej składników : śmietane + żywe kultury bakterii.
Na ilość do maselniczki zużywam 2 kubeczki 30% a 200g.
ps. z powodów znanych chyba tylko bloggerowi nie moge edytowac poprzedniego postu o maśle, dlatego musiałam wstawic go ponownie.. a może to lobby maślane mnie zablokowało:)) ha ha !
sobota, 14 stycznia 2012
poniedziałek, 9 stycznia 2012
zima w Białowieży i babka owsiana
Tegoroczne Święta spędziliśmy daleko od domu w Białowieży, ale nawet tam nie znależliśmu śniegu. Pogoda była taka jak wszędzie, lekko listopadowa, przy odrobinie optymizmu można ja było nazwać wczesnowiosenną.
Jeden z wieczorów spedzilismy w "Restaurcji Carskiej". To miejsce wyjątkowe. Restauracja miesci sie w zabytkowym, drewnianym budynku starej stacji Białowieża Towarowa.
Białowieża Towarowa wraz ze wszystkimi budynkami stanowi jedyny w Polsce zachowany drewniany kompleks kolejowy, wybudowany dla ostatniego Cara Rosji Mikołaja II. Warto tu zajrzeć nawet nie mając w planach posiłku i powłóczyć się po torach, obejrzeć pieknie odrestaurowane wagony i lokomotywy.
Można tutaj nawet zamieszkać w apartamentach w starej wieży ciśnień.Naprawde pięknie tu jest!
Klimatyczne wnętrze restauracji wita zziębniętych gosci. Odrestaurowano stare piece, działają samowary. Pod ścianą stoi ogromna choinka wystrojona w stare bombki. Jest ciepło, przytulnie, obsługa elegancka.
Dostaliśmy miejsce przy piecu. Naprawde nie chciało sie wychodzić..
Jedliśmy zupę z jesiotra, przepyszne bliny z borowikami, a na deser babkę owsianą z bakaliami i miodem. Deser, którego nigdy wcześniej nie jadłam i postanowiłam odtworzyć ją w domu.
Jedzenie świetne, pyszna babka owsiana, a na koniec herbata z samowara z konfiturą z płatków róży... ... polecam!
Babka owsiana z miodem i bakaliami
moje wersja jest pewnie bardziej zgrzebna od tej carskiej, ale i tak nam smakowała
- Płatki owsiane ugotowane na gęsto, dobrze odparować mieszając
zrobiłam wersje bez dodatku cukru, jedynie ze szczypta soli i mlekiem. w wersji oryginalnej wyczuwałam chyba śmietanke
- foremki wysmarować płynnym miodem
miód o tej porze roku raczej nie bywa płynny, wiec mozna go lekko podgrzać
- Nałożyc owsianke do foremek, ciasno ubić, przykryc folia i odstawic do lodówki
- Wykładać schłodzoną na talerzyk, polać miodem i posypać bakaliami
Etykiety:
desery,
relacje z podróży,
świętujemy,
zdrowe i słodkie
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































